W szpitalu św. Tomasza w Londynie od
trzech tygodni leży niespełna siedemnastoletni Jackob Sullivan.
Jest to wysoki i szczupły brunet o kruczoczarnych oczach pasujących
do jego ciemnej karnacji. Gęste włosy z grzywką, która zakrywała
jego czoło podkreślały charakterystyczny owalny kształt jego
twarzy. Chłopak trafił tam z licznymi obrażeniami powstałymi w
wypadku, którego był uczestnikiem. Nikt nie wiedział co się wtedy
wydarzyło. Liczne rozmowy z psychologami nie pomogły lekarzom i
policji odkryć przyczyny wypadku. Co się wtedy wydarzyło wiedział
tylko Jake i chłopak wyraźnie nie chciał tego zmieniać. Był
małomówny, zamknięty w sobie, nigdy nie miał prawdziwych
przyjaciół, dlatego w szpitalu co drugi dzień odwiedzała go tylko
schorowana już matka. Jackob nie był jej biologicznym synem, mimo
to kochała go jak rodzonego. Nie rozmawiał z nią za dużo, wolał
czytać książki Nicholasa Sparksa. Uwielbiał je, jednak nie
wzbudzały w nim żadnych emocji. Uważał je po prostu za wspaniałe
dzieło literackie, nigdy nie utożsamiał się z żadnym z
bohaterów. Czytał by zabić czas, tylko dlatego. Chciał uciec ze
szpitala, nie podobało mu się tam. Uważał, że lepiej byłoby
gdyby leczył się w domu, ponieważ miałby swojego laptopa i dostęp
do internetu. Jednak lekarze z uwagi na ostre złamanie w lewej ręce
i liczne uszkodzenia narządów wewnętrznych stanowczo tego
zabraniali.
Dzielił pokój z dwoma chłopcami,
Harrym i Justinem. Byli to dwunastoletni bracia Smith, którzy
okazali się być ofiarami przemocy domowej. Mięli połamane żebra
i liczne siniaki na całym ciele. Jake nigdy nie zamienił z nimi
żadnego słowa. Właściwie z nikim nie rozmawiał. Czasem tylko
odpowiedział lekarzowi na pytanie, albo poprosił siostrę o zmianę
opatrunków. Pozornie nie sprawiał żadnych problemów personelowi.
Jednak każdego popołudnia zakładał niebieski szlafrok i wychodził
ze szpitala z książką i paczką papierosów, które w sekrecie
przynosiła mu matka. Szedł zazwyczaj do pobliskiego parku, którego
część była pod nadzorem szpitala. Siadał na najbliższej wolnej
ławce, odpalał papierosa, otwierał książkę i pogrążał się w
lekturze. Wtedy czuł się wolnym. Nie było nad nim pielęgniarek,
które co po chwila pytają go czy wszystko w porządku, nie było
uporczywego dźwięku aparatury medycznej, jedyne co w tej chwili
słyszał to ciche rozmowy ludzi oraz radosne ćwierkanie wróbli.
Gdy wracał do szpitala czuł się jak
w klatce, brał szybki prysznic, który zazwyczaj bardzo go męczył
i kładł się spać. Nie obchodziła go wczesna pora. Wolał spać
niż być więzionym w czterech ścianach z nadpobudliwymi
bliźniakami. Każdej nocy budził się zalany potem z znacznie
przyśpieszonym oddechem. Śnił mu się wypadek, przebłyski
wspomnień przerażały go tak bardzo, że w ciszy siadał na łóżku
i oczekiwał ósmej rana, kiedy to personel przynosił poranne leki
oraz posiłek.
Dwudziestego drugiego dnia jego pobytu
na terenie szpitala św. Tomasza, czyli dziesiątego października
wypadły jego siedemnaste urodziny. Nikt nie zadzwonił by złożyć
mu życzenia i jak zwykle nikt poza matką nie przyszedł go
odwiedzić. Nie cieszył się ze swojego święta. Czuł jak z każdym
miesiącem zbliża się do śmierci. Wiedział jaka jest kolej rzeczy
i wiedział, że ledwie uszedł z życiem. Nie cieszyło go to.
Wolałby umrzeć, o czym przypominały mu jego blizny na
nadgarstkach, które powstały kilka miesięcy temu, kiedy popadł w
depresje i próbował odebrać sobie życie.
Około godziny dziesiątej przyszła
do niego matka, która w prezencie podarowała mu nowiutką książkę
Sparksa i paczkę papierosów. Tym razem były to zielone L&M'y.
Pierwszy raz naprawdę się ucieszył. Wiedział, że w domu się nie
przelewa, a mimo wszystko mama kupiła mu książkę. Kochał ją
bardzo, jednak nie umiał tego okazywać. Ucałował lekko jej
policzek i mocno ją przytulił. Widział jak jej oczy stają się
szkliste od łez, a jej wąskie usta układają się w ciepły
uśmiech. Kiedy wyszła złapał za nową książkę i jak zwykle
udał się do parku.
Usiadł na ostatniej wolnej ławce i
odpalił papierosa. Sięgnął książkę, tym razem był to
„Pamiętnik”. Przyglądał się okładce, na której znajdowała
się zmoczona od deszczu para w średnim wieku. Uważnie oglądał
każdy szczegół. Widział jak przepełnia ich pożądanie i
namiętność. Wyobrażał sobie co czują gdy siebie widzą. W głębi
duszy chciałby kiedyś znaleźć osobę, na którą mógłby patrzeć
tak, jak ci dwoje patrzą na siebie. Poczuł nagle coś jakby kłucie
w sercu. Nigdy wcześniej się tak nie czuł. Momentalnie posmutniał.
Dopalił papierosa zaciągając się jeszcze kilka razy, wyrzucił
resztę i otworzył książkę. Pominął wstęp i od razu wziął
się za pierwszy rozdział. Przepraszam, czy to miejsce jest wolne? -
nagle przerwał mu wesoły głos pięknej długowłosej blondynki.
Była uśmiechnięta, a ręką wskazywała na pustą część ławki.
Nie była wysoka, ani bardzo szczupła. Na oko miała jakieś
piętnaście lat. Jackob spojrzał na nią bez emocji.
-Tak, tak. Proszę. - odpowiedział.
-Dziękuję! Bardzo ciężko dziś
o miejsce. - odpowiadała wciąż radosna nieznajoma.
-To prawda. - Jake wrócił
wzrokiem do książki.
Nie chciał rozmawiać, przeciwnie.
Marzył o tym by zostać samemu, jak przed chwilą.
Chłopak znów pogrążył się w
lekturze, która nadzwyczajnie go wciągnęła. Przewijał kartka po
kartce, a nim się obejrzał był już na dwudziestej stronie. -Ojej!
Gdzie moje maniery? Nawet się nie przedstawiłam! Jestem Rosalie,
możesz mówić mi Rosie, albo jak ci wygodnie. Miło mi Cię poznać!
- Po raz kolejny przerwała mu dziewczyna z uśmiechem na twarzy.
Wyciągnęła prawą rękę w kierunku Jackoba. Chłopak wyraźnie
nie był zadowolony jednakże uścisnął miękką dłoń nowo
poznanej dziewczyny.
-Jestem Jake, mnie również miło.
- odparł od niechcenia.
-Jake? Jackob? Jejku, ślicznie!
Bardzo podoba mi się to imię.
-Tak, Jackob. - leniwie odpowiadał.
-Piękne! A więc skąd jesteś
Jake? Jak się tu znalazłeś?
-Jestem z Polski, moja mama mnie
adoptowała kiedy miałem trzy lata, rok później przenieśliśmy
się tutaj.
-Haha, wiesz... Nie do końca o to
pytałam. - zaśmiała się dziewczyna – Ale z Polski powiadasz?
Mogę ci mówić Kuba? Mój wujek był Polakiem, tak właśnie na
niego mówiłam.
-Tak, mama czasem też mnie tak
nazywa. - zamilkł na chwilę - Ale... to o co ci chodziło?
-Pytałam o to jak się znalazłeś
w tym parku i to w szlafroku! - uśmiechnęła się serdecznie
-Miałem wypadek na skuterze,
jestem ze szpitala.
-Naprawdę? - dziewczyna zbladła –
Jak to się stało?! Biedny!
-Nie chcę o tym mówić. - spuścił
wzrok.
-Rozumiem. Nie przejmuj się,
wydajesz się być zdrowym. Wszystko będzie dobrze. - dziewczyna
położyła rękę na jego dłoni i delikatnie pomasowała ją
kciukiem.
-Ech. – westchnął Kuba.
Zabolało go to pytanie jednak nie
chciał okazać dziewczynie słabości. Szybko podniósł wzrok.
Wtedy pierwszy raz spojrzał w jej duże brązowe oczy. Było w nich
coś co sprawiło, że poczuł się lepiej. Dopiero teraz zobaczył
jaka jest piękna. Przyjrzał się jej twarzy i delikatnym blond falą
opadającym na jej biust. Zrobiło mu się cieplej, nie mógł
oderwać wzroku od jej oczu i ust, kształtnych i uśmiechniętych,
pomalowanych czerwoną szminką.
Przyglądał się jeszcze trochę, gdy
nagle zorientował się, że ta chwila trwa za długo. Szybko ogarnął
się w myślach, uśmiechnął do Rosie i powiedział:
-A ty? Co tutaj robisz?
-Wiesz... - dziewczyna speszyła
się na chwilę, zamilkła po czym znów odzyskała uśmiech na
twarzy i powiedziała - Mam małe problemy z kręgosłupem i przez
kilka najbliższych dni będę leżeć w klinice obok szpitala. Dziś
przyszłam poznać okolicę.
-Rozumiem. - odparł Kuba ciągle
wpatrując się w jej oczy, które błyszczały złotym odcieniem w
jesiennym słońcu.
-Muszę iść. Możemy spotkać się
tu jutro? O czternastej? - powiedziała radosna Rosie.
-Jasne, bardzo chętnie!
-To do zobaczenia jutro Jake.
Miłego wieczoru. - dziewczyna wstała ucałowała prawy polik
Jackoba zostawiając na nim czerwony ślad szminki i szybkim krokiem
odeszła w stronę wyjścia.
-Do jutra! - rzucił jeszcze Jake,
po czym wyciągnął papierosa z paczki i zapalił. To
niewiarygodne. Wciąż o niej myślał.
jesteś najnajlepsza
OdpowiedzUsuńsakdjslkjlkasj kocham Cię!
Usuńbabyyyyyy
UsuńHej miałam zabrać się już dawno do czytania Twojego bloga. Powiem Ci zaintrygowałaś mnie :) na pewno będę cię odwiedzać.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Em :)
(ruda-i-huncwoci.blog.onet.pl) oczywiście zapraszam również na mojego bloga:)