Trzy minuty później Jackob znalazł się już pod drzwiami kliniki.
Kiedy już miał chwytać za klamkę, stchórzył i poszedł za
budynek żeby zapalić papierosa, który miał dodać mu odwagi, a
potem bez chwili zatrzymania ruszył w kierunku pokoju 303 by spotkać
się z Rose.
Rose nie było, była za to Linda. Wyglądała na bardzo zatroskaną
i zmęczoną, pomyślał wtedy, że od wielu dni nie była w domu i
śpi na krześle przy szpitalnym łóżku.
- Dzień dobry Lindo – powiedział w końcu
- O, Jake! Skąd ty się tu... - zawahała się - To znaczy myślałam, że już nie przyjdziesz, że wystraszyłeś się.
- Nie! To nie tak. To znaczy, wystraszyłem się na początku, byłem w szoku, ale kilka dni temu straciłem przytomność i lekarze nie pozwalali mi wyjść ze szpitala. - zauważył jak Linda uśmiechnęła się do niego lekko i pokiwała głową ze zrozumieniem, - Czy Rosalie, ona...
- Tak – przerwała – Rosie dostaje w tej chwili chemię, - zamilkła na chwilę, po czym dodała – ale jeśli chcesz, możesz ze mną zaczekać. Myślę, że niedługo powinna się skończyć
- Jasne, bardzo chętnie! - powiedział, a chwilę potem wziął jedno z krzeseł ustawionych przy ścianie, przystawił do łóżka i usiadł na nim.
Nie dłużej jak pięć minut potem pielęgniarki odwiozły Rossie na
wózku inwalidzkim do pokoju. Dziewczyna, kiedy przejeżdżała przez
drzwi miała wzrok wbity w ziemię, Jake nie dostrzegł na jej twarzy
uśmiechu, a jej włosy nie lśniły już jak dawniej. Miała na
sobie czarną luźną i powyciąganą koszulkę z logiem jakiegoś
rockowego zespołu, szare dresowe spodnie i futrzane kapcie za kostkę
w kolorze pudrowego różu, a do wenflonu na lewym przedramieniu
podłączona była kroplówka.
- Rosie, słońce chyba ktoś na Ciebie czeka – powiedziała cicho jedna z pielęgniarek nachylając się do ucha dziewczyny. Rosie z wyraźnym grymasem na twarzy, choć ze wzrokiem wciąż wbitym w podłogę powiedziała
- Rosie, słońce chyba ktoś na Ciebie czeka – powiedziała cicho jedna z pielęgniarek nachylając się do ucha dziewczyny. Rosie z wyraźnym grymasem na twarzy, choć ze wzrokiem wciąż wbitym w podłogę powiedziała
- Mamo, mówiłam Ci żebyś tu nikogo nie ściągała. Nie chcę żeby mnie ktoś widział w takim stanie, okej?
- Cześć – powiedział Jake lekko zmieszany
- Jakob? To Ty?! - podniosła wzrok na chłopaka. Jej oczy były podkrążone, usta sine, a policzki zapadnięte i mocno podkreślały jej kości policzkowe. Rose nie miała na sobie nawet grama makijażu, mimo to dla Jackoba była po prostu piękna. - Co Ty tu robisz? Skąd wiedziałeś, że tu jestem? Jezu, jak ja wyglądam? Nie chcę żebyś mnie taką oglądał – w tej chwili schowała twarz w swoje kościste dłonie. Dopiero teraz zauważył jak bardzo schudła i że jej ciało to teraz właściwie cienka skóra naciągnięta na kości.
- Hej – Jakob wstał z krzesła podszedł do Rosalie i kucnął przy jej wózku. Złapał delikatnie za jej chude nadgarstki i powoli odciągnął od twarzy, a potem spoglądając głęboko w jej duże oczy powiedział – Dla mnie wyglądasz pięknie i chciałbym oglądać cię taką każdego dnia – odgarnął jej włosy do tyłu, otarł kciukiem łzę, która leniwie spływała po prawym policzku, a potem ucałował lekko jej czoło i przytulił do siebie.
Chwilę później chłopak dał znać pielęgniarkom, że sobie
poradzi, wziął Rose na ręce po czym ułożył wygodnie w łóżku.
Przykrył ją kocem, a wtedy ona zasnęła. Patrzył jak śpi i
myślał o tym jaka jest piękna.
Spojrzał na Lindę, która też usypiała na krześle. Dotknął
delikatnie jej ramienia i powiedział:
- Lindo, jedź do domu, weź gorącą kąpiel i wyśpij się, ja zostanę z Rosie.
- Nie, ja nie mogę, nie uważam, że... - już miała dokończyć, ale przerwał jej w pół słowa
- Poradzę sobie, przysięgam, że będę się nią opiekował najlepiej jak potrafię.
- No dobrze, ale pamiętaj, że w razie potrzeby masz do mnie dzwonić, a już na pewno wezwać lekarza, dobrze? Około 17 przyjdzie ojciec Rosalie to cię zmieni, no chyba, że jak zwykle mu wyskoczy jakieś pilne spotkanie – powiedziała sarkastycznie, a Jake kiwnął twierdząco głową, a Linda wyciągnęła z torebki notes, wyrwała z niego kartkę i długopisem, który znalazła na szafce napisała na niej swój numer – tylko go nie zgub – powiedziała jeszcze w drzwiach uśmiechając się przy tym i wyszła. Choć Jake słyszał, że tak naprawdę stoi jeszcze kilka kroków od pokoju i chyba zastanawia się czy podjęła dobrą decyzję.
Kiedy zostali sami Jackob chwycił jej rękę i czuł jej ciepło na
sobie, nie chciał żeby ta chwila się skończyła. Kocham cię
księżniczko – wyszeptał całując jej dłoń, kiedy Rosalie
wciąż pogrążona była w głębokim i spokojnym śnie.