Jake przeczytał kilka stron książki zanim zegar miejski wybił
czternastą. Wtedy chłopak zaczął niecierpliwie rozglądać się
po parku w poszukiwaniu Rosalie. Oglądał dokładnie każdy element
w okolicy by na pewno niczego nie przegapić. Nagle w oddali pojawiła
się znajoma osoba, która pośpiesznie kroczyła w głąb parku. To
była Rosie! Miała na sobie białą koronkową sukienkę przed
kolano, brązowe rajstopy, rude botki i lekką skórzaną kurteczkę
w tym samym kolorze. Włosy miała skręcone w luźne loki, które
jak poprzednio układały się na piersiach, a usta podkreślone były
intensywnie czerwoną szminką. Jake nieświadomie uśmiechał się
do wyłaniającej się z oddali postaci, nie mógł oderwać od niej
wzroku. Dziewczyna z każdym krokiem przybliżała się do niego
dzięki czemu mógł zauważyć delikatny uśmiech. Ten sam, który
zdobił jej twarz, kiedy spotkali się po raz pierwszy.
Kiedy podeszła Jackob wstał i przywitał się z Rosalie lekkim
buziakiem w policzek znacznie się przy tym nachylając. Usiedli
razem na ławce. Dziewczyna założyła nogę na nogę i spojrzała
na chłopaka z nieprzerwanym uśmiechem. Milczeli chwilę wpatrując
się w sobie w oczy. Cieszę się, że cię widzę. Nie mogłam się
doczekać naszego spotkania – powiedziała w końcu dziewczyna.
-Naprawdę? Siedzę tu ponad pół godziny i ciągle Ciebie
wypatrywałem – odpowiedział Jake poważnym tonem,
-Przepraszam cię najmocniej. Musieliśmy załatwić jakieś
formalności w klinice, myślałam, że zajmie mi to mniej czasu.
Wybacz mi.
-Nic nie szkodzi, to nie twoja wina. - zawahał się na chwilę -
Pięknie dziś wyglądasz. - stwierdził spoglądając ukradkiem w
jej brązowe oczy.
-Dziękuję. - dziewczyna zawstydziła się i spuściła wzrok na
chwilę, po czym odzyskała śmiałość i z podniesioną głową
rzekła – Ty też wyglądasz niczego sobie!
-Dzięki, dzięki. - zaśmiał się – To jakie mamy na dziś plany?
-Pomyślałam, że może przeszlibyśmy się po parku posłuchali
śpiewu ptaków no i opowiedziałbyś mi coś o sobie. Może być?
-Tylko pod jednym warunkiem! - powiedział stanowczo
-Jakim?
-Ty opowiesz mi też coś o sobie.
-Haha – zaśmiała się – No dobrze, zgadzam się.
Jake wstał i podał rękę dziewczynie, by pomóc jej wstać,
natomiast w drugą rękę chwycił książkę. Rosie położyła
swoją miękką dłoń na dłoni Jackoba, ku jego zdziwieniu
dziewczyna nie przerwała uścisku, dlatego para ruszyła dalej
trzymając się za ręce.
Przeszli kilka kroków aż dziewczyna zaczęła – A więc Jake,
lubisz czytać, mam rację?
-Tak, to znaczy... Nie. Właściwie sam nie wiem. - odpowiedział
trochę zmieszany chłopak
-Jak to?
-Wiesz, bo to jest tak, że podobają mi się historie w tych
powieściach, ale ja właściwie czytam tylko dla zabicia czasu.
-Rozumiem, ja sama też nie za wiele czytam, ale... Na pewno masz
jakiegoś ulubionego autora, prawda?
-Uwielbiam książki Nicholasa Sparksa, są prawdziwe i tak dobrze
napisane.
-Hmm.. Nie znam go niestety, ale jak tylko będę miała okazję na
pewno coś przeczytam!
-Jeśli chcesz mógłbym Ci pożyczyć jakąś. Może „Jesienną
miłość”?
-Brzmi nieźle! Przynieś mi ją jak będziesz miał czas.
-Chętnie!
-A... powiesz mi gdzie mieszkasz?
-Mieszkam tam, naprzeciwko – wskazał ręką na stare kamienice –
Widzisz?
-Blisko! Pewnie co chwilę ktoś cię odwiedza.
-Niezupełnie. Tylko mama, co drugi dzień.
Szli jeszcze kawałek kiedy zdecydowali się usiąść na trawniku
obok dębu, opierając się o jego korę. Liście starego drzewa były
już w odcieniach złota i czerwieni, a co po chwila kilka z nich
płynnie opadało na ziemię. Usiedli bardzo blisko siebie i wciąż
trzymali się za ręce. Obserwowali bezchmurne niebo i rozmawiali o
ćwierkających ptakach i o jesiennej pogodzie. Właściwe była to
rozmowa o wszystkim i o niczym. -Czekaj! Miałaś mi opowiedzieć o sobie – przerwał Jackob
-Ano tak! To co chcesz wiedzieć? - Powiedziała Rosie i uśmiechnęła
się szeroko
-Najlepiej wszystko! - zaśmiał się chłopak
-No więc... Jestem Rosie i mam piętnaście lat. Jestem jedynaczką.
Nie mam zbyt wielu znajomych, bo uczę się w domu. Na co dzień
mieszkam z rodzicami na Worldstreet, dwie ulice stąd. Nie mam hobby
ani zwierząt, a większość czasu spędzam w internecie. No i
wczoraj miałam urodziny.
-Haha – zaśmiał się – Naprawdę wczoraj?
-No tak, dlaczego pytasz?
-Wczoraj ja miałem swoje siedemnaste urodziny.
-Haha, tak więc to musiało być przeznaczenie!
Chciał odpowiedzieć, ale gdy spojrzał na Rosie nagle poczuł ścisk
w gardle, przez który nie wykrztusił słowa. Nie mógł oderwać
wzroku od jej oczu i ust, które były lekko rozchylone. Patrzył na
nią z pożądaniem. Pragnął jej ust, jej ciała, pragnął jej
serca i miłości. Siedzieli w milczeniu, a z sekundy na sekundę ich
twarze leniwie przybliżały się do siebie. Jackob ręką odgarnął
jej włosy do tyłu i wplótł w nie swoje palce. Dzieliły ich od
siebie minimetry, chłopak czuł jej ciepły oddech na sobie i
kwiatowy zapach jej perfum. Ustami lekko dotknął górnej wargi
dziewczyny. Potem delikatnie całował kąciki ust Rosie, a gdy je
rozchyliła przesunął powoli czubkiem języka po jej wilgotnym
języku. Pocałunek trwał jeszcze kilka chwil, potem Jake objął
Rosie i para siedziała tak ciągle rozmawiając. Około godziny
osiemnastej pożegnali się pocałunkiem i rozeszli.
Kiedy Jackob wracał do szpitala jego serce miało ochotę
wyskoczyć z klatki piersiowej. Po drodze spalił jeszcze jednego
papierosa na uspokojenie i ciągle wspominając uśmiechniętą Rosie
trafił do szpitalnego łóżka. Jak zwykle wziął prysznic, leki i
położył się pod białą pierzyną. Tym razem bez problemu zasnął.