niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział 1

W szpitalu św. Tomasza w Londynie od trzech tygodni leży niespełna siedemnastoletni Jackob Sullivan. Jest to wysoki i szczupły brunet o kruczoczarnych oczach pasujących do jego ciemnej karnacji. Gęste włosy z grzywką, która zakrywała jego czoło podkreślały charakterystyczny owalny kształt jego twarzy. Chłopak trafił tam z licznymi obrażeniami powstałymi w wypadku, którego był uczestnikiem. Nikt nie wiedział co się wtedy wydarzyło. Liczne rozmowy z psychologami nie pomogły lekarzom i policji odkryć przyczyny wypadku. Co się wtedy wydarzyło wiedział tylko Jake i chłopak wyraźnie nie chciał tego zmieniać. Był małomówny, zamknięty w sobie, nigdy nie miał prawdziwych przyjaciół, dlatego w szpitalu co drugi dzień odwiedzała go tylko schorowana już matka. Jackob nie był jej biologicznym synem, mimo to kochała go jak rodzonego. Nie rozmawiał z nią za dużo, wolał czytać książki Nicholasa Sparksa. Uwielbiał je, jednak nie wzbudzały w nim żadnych emocji. Uważał je po prostu za wspaniałe dzieło literackie, nigdy nie utożsamiał się z żadnym z bohaterów. Czytał by zabić czas, tylko dlatego. Chciał uciec ze szpitala, nie podobało mu się tam. Uważał, że lepiej byłoby gdyby leczył się w domu, ponieważ miałby swojego laptopa i dostęp do internetu. Jednak lekarze z uwagi na ostre złamanie w lewej ręce i liczne uszkodzenia narządów wewnętrznych stanowczo tego zabraniali.
Dzielił pokój z dwoma chłopcami, Harrym i Justinem. Byli to dwunastoletni bracia Smith, którzy okazali się być ofiarami przemocy domowej. Mięli połamane żebra i liczne siniaki na całym ciele. Jake nigdy nie zamienił z nimi żadnego słowa. Właściwie z nikim nie rozmawiał. Czasem tylko odpowiedział lekarzowi na pytanie, albo poprosił siostrę o zmianę opatrunków. Pozornie nie sprawiał żadnych problemów personelowi. Jednak każdego popołudnia zakładał niebieski szlafrok i wychodził ze szpitala z książką i paczką papierosów, które w sekrecie przynosiła mu matka. Szedł zazwyczaj do pobliskiego parku, którego część była pod nadzorem szpitala. Siadał na najbliższej wolnej ławce, odpalał papierosa, otwierał książkę i pogrążał się w lekturze. Wtedy czuł się wolnym. Nie było nad nim pielęgniarek, które co po chwila pytają go czy wszystko w porządku, nie było uporczywego dźwięku aparatury medycznej, jedyne co w tej chwili słyszał to ciche rozmowy ludzi oraz radosne ćwierkanie wróbli.
Gdy wracał do szpitala czuł się jak w klatce, brał szybki prysznic, który zazwyczaj bardzo go męczył i kładł się spać. Nie obchodziła go wczesna pora. Wolał spać niż być więzionym w czterech ścianach z nadpobudliwymi bliźniakami. Każdej nocy budził się zalany potem z znacznie przyśpieszonym oddechem. Śnił mu się wypadek, przebłyski wspomnień przerażały go tak bardzo, że w ciszy siadał na łóżku i oczekiwał ósmej rana, kiedy to personel przynosił poranne leki oraz posiłek.
Dwudziestego drugiego dnia jego pobytu na terenie szpitala św. Tomasza, czyli dziesiątego października wypadły jego siedemnaste urodziny. Nikt nie zadzwonił by złożyć mu życzenia i jak zwykle nikt poza matką nie przyszedł go odwiedzić. Nie cieszył się ze swojego święta. Czuł jak z każdym miesiącem zbliża się do śmierci. Wiedział jaka jest kolej rzeczy i wiedział, że ledwie uszedł z życiem. Nie cieszyło go to. Wolałby umrzeć, o czym przypominały mu jego blizny na nadgarstkach, które powstały kilka miesięcy temu, kiedy popadł w depresje i próbował odebrać sobie życie.
Około godziny dziesiątej przyszła do niego matka, która w prezencie podarowała mu nowiutką książkę Sparksa i paczkę papierosów. Tym razem były to zielone L&M'y. Pierwszy raz naprawdę się ucieszył. Wiedział, że w domu się nie przelewa, a mimo wszystko mama kupiła mu książkę. Kochał ją bardzo, jednak nie umiał tego okazywać. Ucałował lekko jej policzek i mocno ją przytulił. Widział jak jej oczy stają się szkliste od łez, a jej wąskie usta układają się w ciepły uśmiech. Kiedy wyszła złapał za nową książkę i jak zwykle udał się do parku.
Usiadł na ostatniej wolnej ławce i odpalił papierosa. Sięgnął książkę, tym razem był to „Pamiętnik”. Przyglądał się okładce, na której znajdowała się zmoczona od deszczu para w średnim wieku. Uważnie oglądał każdy szczegół. Widział jak przepełnia ich pożądanie i namiętność. Wyobrażał sobie co czują gdy siebie widzą. W głębi duszy chciałby kiedyś znaleźć osobę, na którą mógłby patrzeć tak, jak ci dwoje patrzą na siebie. Poczuł nagle coś jakby kłucie w sercu. Nigdy wcześniej się tak nie czuł. Momentalnie posmutniał. Dopalił papierosa zaciągając się jeszcze kilka razy, wyrzucił resztę i otworzył książkę. Pominął wstęp i od razu wziął się za pierwszy rozdział. Przepraszam, czy to miejsce jest wolne? - nagle przerwał mu wesoły głos pięknej długowłosej blondynki. Była uśmiechnięta, a ręką wskazywała na pustą część ławki. Nie była wysoka, ani bardzo szczupła. Na oko miała jakieś piętnaście lat. Jackob spojrzał na nią bez emocji.
-Tak, tak. Proszę. - odpowiedział.
-Dziękuję! Bardzo ciężko dziś o miejsce. - odpowiadała wciąż radosna nieznajoma.
-To prawda. - Jake wrócił wzrokiem do książki.
Nie chciał rozmawiać, przeciwnie. Marzył o tym by zostać samemu, jak przed chwilą.
Chłopak znów pogrążył się w lekturze, która nadzwyczajnie go wciągnęła. Przewijał kartka po kartce, a nim się obejrzał był już na dwudziestej stronie. -Ojej! Gdzie moje maniery? Nawet się nie przedstawiłam! Jestem Rosalie, możesz mówić mi Rosie, albo jak ci wygodnie. Miło mi Cię poznać! - Po raz kolejny przerwała mu dziewczyna z uśmiechem na twarzy. Wyciągnęła prawą rękę w kierunku Jackoba. Chłopak wyraźnie nie był zadowolony jednakże uścisnął miękką dłoń nowo poznanej dziewczyny.
-Jestem Jake, mnie również miło. - odparł od niechcenia.
-Jake? Jackob? Jejku, ślicznie! Bardzo podoba mi się to imię.
-Tak, Jackob. - leniwie odpowiadał.
-Piękne! A więc skąd jesteś Jake? Jak się tu znalazłeś?
-Jestem z Polski, moja mama mnie adoptowała kiedy miałem trzy lata, rok później przenieśliśmy się tutaj.
-Haha, wiesz... Nie do końca o to pytałam. - zaśmiała się dziewczyna – Ale z Polski powiadasz? Mogę ci mówić Kuba? Mój wujek był Polakiem, tak właśnie na niego mówiłam.
-Tak, mama czasem też mnie tak nazywa. - zamilkł na chwilę - Ale... to o co ci chodziło?
-Pytałam o to jak się znalazłeś w tym parku i to w szlafroku! - uśmiechnęła się serdecznie
-Miałem wypadek na skuterze, jestem ze szpitala.
-Naprawdę? - dziewczyna zbladła – Jak to się stało?! Biedny!
-Nie chcę o tym mówić. - spuścił wzrok.
-Rozumiem. Nie przejmuj się, wydajesz się być zdrowym. Wszystko będzie dobrze. - dziewczyna położyła rękę na jego dłoni i delikatnie pomasowała ją kciukiem.
-Ech. – westchnął Kuba.
Zabolało go to pytanie jednak nie chciał okazać dziewczynie słabości. Szybko podniósł wzrok. Wtedy pierwszy raz spojrzał w jej duże brązowe oczy. Było w nich coś co sprawiło, że poczuł się lepiej. Dopiero teraz zobaczył jaka jest piękna. Przyjrzał się jej twarzy i delikatnym blond falą opadającym na jej biust. Zrobiło mu się cieplej, nie mógł oderwać wzroku od jej oczu i ust, kształtnych i uśmiechniętych, pomalowanych czerwoną szminką.
Przyglądał się jeszcze trochę, gdy nagle zorientował się, że ta chwila trwa za długo. Szybko ogarnął się w myślach, uśmiechnął do Rosie i powiedział:
-A ty? Co tutaj robisz?
-Wiesz... - dziewczyna speszyła się na chwilę, zamilkła po czym znów odzyskała uśmiech na twarzy i powiedziała - Mam małe problemy z kręgosłupem i przez kilka najbliższych dni będę leżeć w klinice obok szpitala. Dziś przyszłam poznać okolicę.
-Rozumiem. - odparł Kuba ciągle wpatrując się w jej oczy, które błyszczały złotym odcieniem w jesiennym słońcu.
-Muszę iść. Możemy spotkać się tu jutro? O czternastej? - powiedziała radosna Rosie.
-Jasne, bardzo chętnie!
-To do zobaczenia jutro Jake. Miłego wieczoru. - dziewczyna wstała ucałowała prawy polik Jackoba zostawiając na nim czerwony ślad szminki i szybkim krokiem odeszła w stronę wyjścia.
-Do jutra! - rzucił jeszcze Jake, po czym wyciągnął papierosa z paczki i zapalił. To niewiarygodne. Wciąż o niej myślał.

4 komentarze:

  1. Hej miałam zabrać się już dawno do czytania Twojego bloga. Powiem Ci zaintrygowałaś mnie :) na pewno będę cię odwiedzać.
    Pozdrawiam Em :)
    (ruda-i-huncwoci.blog.onet.pl) oczywiście zapraszam również na mojego bloga:)

    OdpowiedzUsuń