poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział 2

Jackob wrócił do szpitala później niż zazwyczaj. Było już piętnaście po ósmej. Wziął prysznic, połknął wieczorną dawkę leków i położył się w szpitalnym łóżku. Zamknął oczy, chciał spać, ale nie potrafił. Ciągle myślał o pięknej Rosie, o jej czerwonych ustach, z których nie schodził uśmiech. Wspominał jak chichotała, jak delikatna dłoń dziewczyny dotykała jego dłoni. Na samą myśl ślicznej blondynce czuł jak jego brzuch wypełnia się setkami motyli, które skrzydełkami łaskoczą uszkodzone po wypadku narządy. Nie znał tego uczucia. Nie wiedział co się z nim dzieje. Przewracał się z boku na bok, sprawdzał zegarek, aż w końcu po kilku godzinach zasnął.
Gdy się obudził po raz pierwszy nie czuł lęku, po raz pierwszy czuł się wyspanym. Nie pamiętał co mu się śniło, ale obudził się z lekkim uśmiechem na twarzy o wpół do jedenastej. Właściwie obudziły go krzyki bliźniąt, które po raz pierwszy go nie irytowały. Chłopak wstał i poszedł do łazienki. Umył dokładnie zęby, po czym wyciągnął piankę i maszynkę do golenia. Wysmarował twarz preparatem i pozbył się dwudniowego zarostu. Kiedy skończył wskoczył pod prysznic i starannie umył każdą część ciała. Po piętnastu minutach wyłączył wodę i owinął się w ręcznik. Przejrzał się, złapał za suszarkę i wysuszył gęste włosy. Ubrał świeże bokserki, koszulkę i swoje ulubione luźne w kroku dresy. Wyszedł z łazienki, chwycił za tabletki i śniadanie, które przygotowała mu pielęgniarka kiedy spał. Połknął leki popijając wodą i zaczął jeść kanapki.
Jackob co chwilę spoglądał na zegarek i oczekiwał czternastej. Godziny dłużyły mu się nie miłosierne. Nie potrafił skupić się na lekturze, ciągle wychodził przejść się po oddziale, by czas mijał mu szybciej. Na marne. Minuta wciąż była minutą, która w jego oczach trwała wieczność.
W końcu jest! Trzynasta trzydzieści. Jake zabrał szybko książkę, papierosy i pośpiesznym krokiem ruszył w stronę parku. Kiedy dotarł usiadł dokładnie na tej samej ławce co poprzedniego dnia. Rozejrzał się, Rosie jeszcze nie było. Nic dziwnego – pomyślał, przecież był dwadzieścia minut przed czasem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz