Jackob
wrócił do szpitala później niż zazwyczaj. Było już piętnaście po
ósmej. Wziął prysznic, połknął wieczorną dawkę
leków i położył się w szpitalnym łóżku. Zamknął oczy,
chciał spać, ale nie potrafił. Ciągle myślał o pięknej Rosie,
o jej czerwonych ustach, z których nie schodził uśmiech. Wspominał
jak chichotała, jak delikatna dłoń dziewczyny dotykała jego dłoni. Na
samą myśl ślicznej blondynce czuł jak jego brzuch wypełnia się setkami
motyli, które skrzydełkami łaskoczą uszkodzone po wypadku narządy. Nie
znał tego uczucia. Nie wiedział co się z nim dzieje. Przewracał
się z boku na bok, sprawdzał zegarek, aż w końcu po kilku
godzinach zasnął.
Gdy
się obudził po raz pierwszy nie czuł lęku, po raz pierwszy czuł
się wyspanym. Nie pamiętał co mu się śniło, ale obudził się z
lekkim uśmiechem na twarzy o wpół do jedenastej. Właściwie
obudziły go krzyki bliźniąt, które po raz pierwszy go nie
irytowały. Chłopak wstał i poszedł do łazienki. Umył dokładnie
zęby, po czym wyciągnął piankę i maszynkę do golenia.
Wysmarował twarz preparatem i pozbył się dwudniowego zarostu.
Kiedy skończył wskoczył pod prysznic i starannie umył każdą
część ciała. Po piętnastu minutach wyłączył wodę i owinął
się w ręcznik. Przejrzał się, złapał za suszarkę i wysuszył
gęste włosy. Ubrał świeże bokserki, koszulkę i swoje ulubione
luźne w kroku dresy. Wyszedł z łazienki, chwycił za tabletki i
śniadanie, które przygotowała mu pielęgniarka kiedy spał.
Połknął leki popijając wodą i zaczął jeść kanapki.
Jackob
co chwilę spoglądał na zegarek i oczekiwał czternastej. Godziny
dłużyły mu się nie miłosierne. Nie potrafił skupić się na
lekturze, ciągle wychodził przejść się po oddziale, by czas
mijał mu szybciej. Na marne. Minuta wciąż była minutą, która w
jego oczach trwała wieczność.
W
końcu jest! Trzynasta trzydzieści. Jake zabrał szybko książkę,
papierosy i pośpiesznym krokiem ruszył w stronę parku. Kiedy
dotarł usiadł dokładnie na tej samej ławce co poprzedniego dnia.
Rozejrzał się, Rosie jeszcze nie było. Nic dziwnego – pomyślał,
przecież był dwadzieścia minut przed czasem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz